W ogrodzie niewiele się dzieje. Dziś dzień zaczął się ładnie, więc wybrałam się przed południem na długi, dwugodzinny spacer z psem, ale już w drodze powrotnej ochłodziło się się, powiał zimny wiatr, czyli tegoroczny standard. Śnieg powoli topnieje, ciekawe czy znów nam dosypie białego, obrzydliwego puchu, mam nadzieję, że nie. Po południu z kolei pospacerowałam po ogrodzie. Na pierwszy rzut oka mróz nie narobił zbyt wielu szkód, to co kwitło na początku marca kwitnie dalej. Róże chyba dały radę, byliny też nie wyglądają źle.
Miłki amurskie wyłaniają się spod śniegu. Ich właściciele często rozpaczają, że przysypane przez śnieg kwiaty miłków niszczeją, ale ja tego nie zaobserwowałam. Natomiast wierzę w to, że gdy w trakcie kwitnienia zaczyna mrozić, trzeba liczyć się z brakiem nasion w sezonie. Szkoda, ja swoje dwuletnie siewki zmarnowałam w idiotyczny sposób i znów będę musiała czekać kilka lat na kolejne.
Przebiśniegom również nie szkodzą mrozy. Część kwitnie od dawna część dopiero zaczyna.
Ranniki sprawiają wrażenie nieco sfatygowanych, ale może już po prostu przekwitają...
Pomimo mrozów mój nienazwany oczar powolutku rozwija drobne kwiatki
I mój ubiegłoroczny nabytek przepiękny, wymarzony klon strzępiastokory, uwielbiam jego drugą polską gatunkową nazwę: cynamonowy i tej używam na codzień. Zaczyna się łuszczyć, w przyszłości będą to wielkie brązowe płaty, na razie w mikro skali i głównie przy ziemi na najstarszych fragmentach drzewka.
Miłki amurskie wyłaniają się spod śniegu. Ich właściciele często rozpaczają, że przysypane przez śnieg kwiaty miłków niszczeją, ale ja tego nie zaobserwowałam. Natomiast wierzę w to, że gdy w trakcie kwitnienia zaczyna mrozić, trzeba liczyć się z brakiem nasion w sezonie. Szkoda, ja swoje dwuletnie siewki zmarnowałam w idiotyczny sposób i znów będę musiała czekać kilka lat na kolejne.
Miłek amurski Adonis amurensis |
Przebiśniegom również nie szkodzą mrozy. Część kwitnie od dawna część dopiero zaczyna.
Ranniki sprawiają wrażenie nieco sfatygowanych, ale może już po prostu przekwitają...
Pomimo mrozów mój nienazwany oczar powolutku rozwija drobne kwiatki
I mój ubiegłoroczny nabytek przepiękny, wymarzony klon strzępiastokory, uwielbiam jego drugą polską gatunkową nazwę: cynamonowy i tej używam na codzień. Zaczyna się łuszczyć, w przyszłości będą to wielkie brązowe płaty, na razie w mikro skali i głównie przy ziemi na najstarszych fragmentach drzewka.
Klona cynamonowy Acer griseum |
Zachwyciły mnie miłki amurskie. Nie spotkałam ich jeszcze a są przepiękne.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTak, są piękne. Mnie zachwycają odmiany o pomarańczowych kwiatach. Drogie niestety...może kiedyś :) Również pozdrawiam :)
UsuńMiłek pięknie wygląda tak wychodząc ze śniegu, naprawdę udało Ci się zrobić piękne zdjęcie! Pozdrawiam i Wesołych Świąt!
OdpowiedzUsuńMiłki zawsze ciężko mi fotografować. Nie lubię kwiatów na tle ziemi, zdjęcia są wtedy takie buro, ponure, śnieg to fajne tło :)
UsuńWesołych świąt....obfitego dyngusa nie życzę :(
Mój mąż też cieszy się z tego zimna. Pod koniec lutego wyjechał na 6 tygodni z Polski i martwił się, że sporo kwiatów zakwitnie i przekwitnie przez ten czas. Za kilka dni wraca i zobaczy wszystko, stracił tylko jednego oczara.
OdpowiedzUsuńZapomniałam jak nazywa się ta śliwa, ale też na nią choruję, to taka o ciemnej purpurowej korze?
Eh, nie mów - dużo dzieje się u Ciebie w ogrodzie, masz jakieś kwiatuszki wychodzące z ziemi. U mnie na miłkach leży skorupa jeszcze od pierwszych śniegów z grudnia. Ranniki jakiś czas temu widziałam w fazie mocno pąkowej bez liści zupełnie. Jeno kilka kępek przebiśniegów przez cieńszy śnieg przeszło.
OdpowiedzUsuńA jakieś dwa lata temu (sprawdzałam) zupełnie nie było śniegu na wiosnę i mówiłam na nie - przeciściółki ;)
Teraz już nic się nie dzieje, w nocy znów nasypało kilkanaście cm śniegu :(
OdpowiedzUsuńUuuuu, taka pogoda ma być co najmniej do końca tygodnia. W każdej dziedzinie ogrodowania ogrodnik musi ćwiczyć cierpliwość ;)
UsuńJa już nawet nie czekam, czuję jakby to był grudzień. Po ilości wejść na blog wnioskuję, że nie tylko mnie udzielił się ten stan.
UsuńMi niestety ranniki z niewiadomych powodów padły. Kwitły rokrocznie, aż tu 2 lata temu nic nie wzeszło. Nie wiedzieć czemu. Tak nagle.
OdpowiedzUsuńNic ich nie zjadło przypadkiem?
UsuńMilki sa piekne. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZgadza się :)
UsuńO tak...to ta piękność :)
OdpowiedzUsuńWidać Kasiu, że wiosna w Twoim ogródku już nadchodzi. Moje ranniki wyglądają podobnie do twoich, chyba jeszcze jest dla nich za zimno. Poczekajmy na słonko, wtedy pięknie rozchylą płatki i będziemy mogły podziwiać je w pełnej krasie.
OdpowiedzUsuńOby tylko nie przekwitły zanim się rozchylą. Tak pięknie wyglądają w słońcu z uwijającymi się przy nich pszczołami, marzy mi się ten widok :)
Usuń